Była walka o życie, zaczęła się walka o leki

Ania

Ania Maciąga

Ośmioletnia Ania wygrała już walkę o życie. Teraz czeka na przeszczep nerki. Niestety rodzicom Ani  kończą się pieniądze na leki. Każdego miesiąca potrzeba nawet trzech tysięcy złotych. O tym co będzie gdy pieniędzy zabraknie, nikt nie chce nawet myśleć.

Wszystko zaczęło się w ledwie kilka tygodniu temu w maju. Grażyna Maciąg – mama Ani – opowiada o tym drżącym głosem: Na samym początku Anię bardzo bolały nóżki. Poszłam z nią do lekarza. Lekarka stwierdziła, że Ania się nabiegała i musi po prostu odpocząć. Ale parę dni później do bólu doszły wymioty. Lekarka na pogotowiu znowu stwierdziła, że to nic takiego. Ania dostała zastrzyk przeciwwymiotny – i tyle. Rzeczywiście wymioty szybko się skończyły, ale zaczęły się duszności. Ania bała się położyć do spania. Dwie noce spała na siędząco. Jeszcze raz pojechałam do lekarza rodzinnego. Znowu usłyszałam to samo: nic się nie dzieje. Ale tym razem zażądałam badań. Okazało się, że Ania ma fatalne wyniki hemoglobiny – 2,8 g/dl,gdy norma to 15. Natychmiast do szpitala. Tam lekarka stwierdziła, że nie słyszy jednego płuca. Po rentgenie okazało się, że w płucach jest płyn.  Pielęgniarki podłączyły kroplówkę. Starsza córka czuwała przy Ani do dziesiątej wieczorem. Wszystko było w normie. O północy dostałam telefon ze szpitala, że Ania jest w stanie krytycznym.

Doszło do zatrzymania akcji serca. Po reanimacji dziewczynka odzyskała przytomność, a następnego dnia została helikopterem przetransportowana do Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Tam wprowadzono ją w stan śpiączki farmakologicznej. Na oddziale intensywnej opieki medycznej leżała miesiąc. Później trafiła do Klinki Kardiologii i Nefrologii Dziecięcej. Diagnoza: schyłkowa niewydolność nerek, nadciśnienie tętnicze, ostra niewydolność wielonarządowa. Pani Grażyna do swojej córki jeździła do szpitala co drugi dzień. To ponad 150 kilometrów. Pracowałam na same nocki – opowiada mama. Po pracy rano jechałam do Ani, wracałam do Zielonej Góry i znowu szłam na nockę. Dopiero z tej drugiej nocki jak wracałam, to trochę się przespałam. Tak trwało to półtora miesiąca. Każdy wyjazd to paliwo, parking pod szpitalem 5 złotych za godzinę, wokoło nie ma gdzie się zatrzymać… W sumie każdy wyjazd to minimum 100 złotych. Do tego lekarstwa. Na przykład Calcium Resonium kosztuje w niektórych aptekach nawet powyżej 300 złotych, a wystarczy tylko na jakieś dwa tygodnie. Na trzy opakowania leków wydałam właśnie 250 złotych, dwa dni temu 200.

Grażyna Maciąga została właśnie zwolniona z pracy, nie została jej przedłużona umowa. Pani Grażyna podejrzewa, że jej pracodawca nie chciał tolerować jej nieobecności w pracy. Ale przecież ta nieobecność była konieczna, by nauczyć się dializowania córki. Nauka była możliwa tylko w szpitalu w Poznaniu. Na dwa tygodnie Grażyna Maciąga właściwie wyprowadziła się do szpitala. Teraz już w domu w Zielonej Górze robi Ani dializy otrzewnowe.

Sytuacja materialna rodziny jest bardzo trudna. Mąż Grażyny Maciągi zarabia najniższą średnią krajową. Samo opłacenie wynajmowanego mieszkania to 800 złotych miesięcznie. Tymczasem każdego miesiąca na lekarstwa trzeba około trzech tysięcy złotych. Dlatego w pomoc dla Ani zaangażowali się uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 21 w Zielonej Górze. Pomogli też kibice Zielonogórskiego Klubu Żużlowego. Niestety, zebrane pod koniec czerwca pieniądze już się kończą. Pomoc dla Ani koordynuje Gazeta Lubuska. Każdy kto może coś zrobić dla Ani proszony jest o kontakt pod numerem telefonu 68 324 88 18. Można też kontaktować się mailowo: iburkowska@gazetalubuska.pl

117 pingback do tego wpisu
Dodaj komentarz

Muisz być zalogowany aby dodać komentarz.

Wasze zdjęcia

Wasze filmy

Message from server: Gone. Check in YouTube if the id NerkiKropkaInfo belongs to a user. To locate the id of your user check the FAQ of the plugin.

Wszystko o dializach i chorobach nerek © 2017 All Rights Reserved

Designed by WPSHOWER

Powered by WordPress